Czemu? Czemu? Czemu? Czemu? Czemu?
Na początku roku rozpocząłem nowy projekt1. Planem stało się stworzenie aplikacji mobilnej, a cały proces jej tworzenia został podzielony na 12 miesięcy.
Efektem styczniowej pracy miało być to, co w planie nazwałem "przygotowaniem formalnego projektu aplikacji". Co się za tym kryło?
- Rozpoznanie psychologicznych procesów samopomocowych, w które już się angażuję i odkrycie w nich swoich trudności – "pain points",
- Opisanie i zrozumienie tych problematycznych sfer,
- Ustalenie czym, dla kogo i po co będzie aplikacja, która w zamyśle rozwiąże rozpoznane problemy.
A więc jak mi poszło?
Obserwowanie w jakie procesy samopomocowe się angażuję
Obserwacja samego siebie wydawała mi się z początku czymś banalnym i trywialnym. Wierzyłem, że nie będzie to nic trudnego. Myliłem się jednak. Czemu?
Chwile, w których angażowałem się w samopomoc często charakteryzowały się zmniejszoną ilością zasobów poznawczych. Ciężko było mi sobie pomagać i jednocześnie to obserwować.
Na początku łapałem się na tym, że przed chwilą zrobiłem coś samopomocowego i dopiero po fakcie zaczynałem się temu retrospektywnie przyglądać.
Później łapałem się na tym coraz szybciej i zaczynałem być świadomy tego, co robię, już w trakcie procesu. Wpływało to jednak na jego efektywność i sprawiało, że obserwacja sama w sobie stawała się "pain pointem". Welp.
Zauważając to wróciłem do retrospektywnej obserwacji. Jedyne, na co starałem się pozostać wyczulonym, to punkty problemowe.
Angażując się w jakieś procesy od lat, łatwo jest przymykać oczy na ich niedoskonałości i wykluczać je ze świadomości.
To trochę jak fakt, że nasze oczy cały czas widzą nos, ale nasz mózg decyduje się go nam "nie pokazywać". Gdybym zdał się tylko na retrospekcję, to mógłbym więc pominąć najważniejsze dla mnie aspekty pierwszego styczniowego kroku.
Na szczęście wyczulenie na "pain pointy" moich procesów nie wpływało na ich efektywność.
Kiedyś na pewno opiszę też same procesy. W tym poście specjalnie je pomijam, by móc to zrobić przy innej okazji i każdemu z nich się bliżej przyjrzeć.
Wiem, że coś mi przeszkadza tylko dzięki temu, że znam swój cel
To całkiem ciekawa myśl, która podczas wykrywania przeszkód bardzo mi pomogła. Moje wyczulenie na nie polegało właśnie na zwiększeniu świadomości celu moich procesów – tego, co chcę nimi osiągnąć. Dzięki temu wszelkie przeszkody od razu stawały się wyraźniejsze.
Na początku miesiąca zdałem sobie jednak sprawę z tego, że czasem nie wiem co ja tak naprawdę chcę osiągnąć. Wiem, że coś mi pomaga, że po czymś czuję się lepiej, że "to coś" już osiągnąłem, gdy faktycznie do tego dojdzie, ale czym jest to coś?
Na pomoc przychodziły od razu znane mi teorie i badania z zakresu psychologii. Nie jestem jednak fanem dostosowywania swojego życia do podręcznika i jakichś wytycznych oraz wyjaśniania nim tego życia. Wolę proces odwrotny i opisywanie oraz dzielenie się i wyciąganie wniosków z tego, co faktycznie ma miejsce. To jeden z powodów tego, dlaczego nie jestem fanem diagnoz, dlaczego (nie) jestem psychologiem2 i dlaczego tworzę tego bloga.
Wspomniane teorie i badania zdecydowanie były pomocne. To nie tak, że jestem przeciwnikiem czerpania z dostępnej już wiedzy. Mając na uwadze jednak cel – obserwację własnych procesów i odnalezienie przeszkód, które ja w nich napotykam – jestem pewny, że choć jestem podobny do reszty ludzkości, to nie jestem nią, a moje procesy też zostały z biegiem lat spersonalizowane w jakiś sposób i odbiegają od tych już opisanych.
Tym, co pomogło mi najbardziej, był niejako tytuł tego postu...
Metoda 5 Whys3
Załączam w źródłach link do miejsca, z którego ja się dowiedziałem o tej metodzie ucząc się o User Experience Design 3 lata temu. Adekwatnie jednak względem teorii i badań psychologicznych, jej również używam jak chcę i kiedy chcę i to ją bardziej dostosowuję do siebie i własnych potrzeb niż siebie do niej.
Nie będę tej metody wyjaśniał. Przedstawię po prostu przykład wykorzystania tej metody przeze mnie. Myślę, że będzie to więcej niż wystarczające.
Wychodzę na spacery, podczas których ze sobą rozmawiam. Czemu?
Bo czuję się w ich trakcie i po nich lepiej. Czemu?
Wracam z tych spacerów zawsze lepiej rozumiejąc siebie i świat, który mnie otacza oraz wszystko to, co mi się przydarza. To sprawia, że czuję się lepiej. Czemu?
Bo nie dość, że dbam tak o własną relację, daję sobie uwagę i jestem dla siebie przyjacielem, co jest miłe, to czuję, że dbam tak również o moje relacje z innymi i z całym światem. Czemu?
Mogę przemyśleć własne zachowania i odczuwane emocje np. po sporze z partnerką, dzięki czemu łatwiej mogę wyrazić co mnie zabolało i dlaczego lub przyznać się do błędu i przeprosić. Mogę zmienić otoczenie, np. po 8-godzinnej pracy przed komputerem, oderwać się od rozpraszaczy i zrelaksować, co sprawia, że jestem milszy i mam więcej energii dla innych itd. Będąc przyjacielem dla siebie, staję się nim dla innych, a to jest dla mnie ważne. Czemu?
Bo chcę kochać. Zarówno siebie, jak i całą resztę świata.
A więc to dlatego wychodzę na spacery, podczas których ze sobą rozmawiam!
Jak mi poszło opisywanie i rozumienie "pain pointów"
Czasem lepiej, czasem gorzej.
Tak, jak wcześniej wspomniałem, wymagało to ode mnie specjalnego wyczulenia i tym samym pewnych zasobów poznawczych – pewnej energii. Nie zawsze ją miałem, ale na szczęście w ciągu miesiąca wielokrotnie angażuję się w samopomoc. To nie prawda. Nie zawsze. W tym miesiącu akurat udało mi się więcej niż zwykle, ze względu na postawiony cel i bardzo się z tego powodu cieszę. To zapewnia mnie jednocześnie w tym, że aplikacja, która ułatwiłaby zaangażowanie w takie procesy samopomocowe faktycznie ma sens i potencjał na wsparcie mojego życia.
Opisanie przeszkód to nie był problem. Rozumienie ich – z czego wynikają i czemu w ogóle są przeszkodami bywało trudniejsze. Na szczęście i tutaj na pomoc przychodziło pytanie: czemu?
Przykładami odnoszącymi się do tego wcześniejszego mógłby być ciąg pytań: Czemu spacer? Czemu nie mogę rozmawiać ze sobą w mieszkaniu? Czemu to nie działa tak samo? Czemu muszę mówić na głos? Czy faktycznie muszę?
Bez znaku zapytania nie ma zrozumienia – taki jest mój ostateczny wniosek.
Możemy się domyślać i może nam się wydawać, że coś lub kogoś rozumiemy, ale póki nie będziemy szczerze ciekawi i nie zaczniemy pytać, to nie będziemy tak naprawdę rozumieć
nic.
A więc czym, dla kogo i po co będzie aplikacja, którą tworzę?
Cóż… ja już wiem. Ty dowiesz się innym razem. Jeśli zapytasz czemu? wystarczająco wiele razy, to może coś zdradzę.
Na razie zdradzę, że jestem bardzo zadowolony z tego, co udało mi się w tym miesiącu osiągnąć. Przebiłem własne oczekiwania. Cel na styczeń uważam więc za nawet bardziej niż osiągnięty. Plan w całokształcie też się nieco zmieni, ale to dobrze. Dla mnie zdecydowanie. Myślę jednak, że nie tylko dla mnie.
Więcej o tym już niebawem. Wszystkiego dobrego!